Falstaff niepokonany

Joanna Nowińska

Zaprzyjaźniony z "Dialogiem" Teatr "Rondo" ze Słupska wielokrotnie już umożliwiał koszalińskiej publiczności kontakt ze sztuką reżyserską, aktorstwem i tekstami literackimi najwyższej próby. 10 maja 2007 na dialogowej scenie zobaczyliśmy kolejny doskonały spektakl - opartego na tekstach Williama Szekspira Falstaffa, po raz kolejny potwierdzającego sławę słupskiego reżysera Stanisława OTTO-MIEDZIEWSKIEGO jako mistrza monodramu. W tym nasyconym silnymi emocjami, wzruszającym i poruszającym widowisku o dramacie samotności, niezwykle sugestywną aktorską kreację stworzył Krzysztof GORDON, aktor Teatru "Wybrzeże" w Gdańsku.


Tak się złożyło, że teatralne wydarzenia w Koszalinie zdominowały w ostatnim czasie dzieła Williama Szekspira. Po niekonwencjonalnym spojrzeniu na twórczość wielkiego dramaturga, zaproponowanym przez Bałtycki Teatr Dramatyczny, mieliśmy okazję po raz drugi spotkać się ze światem Szekspira przywołanym przez monodram słupskiego Teatru "Rondo" A spotkanie było tym bardziej interesujące, że twórcy spektaklu pozwoli widzom bardzo głęboko zajrzeć w skomplikowaną psychikę bohatera - tytułowego Falstaffa, przeżywającego dotkliwą osobistą klęskę. Konfrontacja jego marzeń z rzeczywistością okazuje się nadzwyczaj bolesna...

A kim właściwie był sir John Falstaff? Ta niezwykle barwna postać pojawia się w trzech szekspirowskich sztukach jako niechlubnej pamięci tchórzliwy i rozwiązły kompan młodego króla, Henryka V. Znakomity scenariusz Andrzeja Żurawskiego, wybitnego znawcy twórczości Szekspira, wzbogaca tę obiegową opinię o cały świat uczuć kryjących się w duszy człowieka, który w trudnej życiowej chwili zrzuca maskę trywialnego błazna, by objawić światu swój ból... Pozostaje sama prawda.

Spektakl rozpoczyna wyrazisty prolog. Punktowe światło reflektora wydobywa z ciemności postać złamanego cierpieniem człowieka - wygnańca. Nie musi wprawdzie opuszczać swojej ojczyzny, ale spotkał go nieoczekiwany i dotkliwy cios. Po wielu latach został wygnany z orszaku młodego następcy tronu, który już wkrótce zostanie uroczyście koronowany. Dlaczego musi znosić upokarzający status outsidera? Monodram przynosi odpowiedź na to pytanie. Umarł król, niech żyje król! A nowy władca nie może przecież trwonić swego cennego czasu na trywialne rozrywki, aranżowane przez zacnego, pełnego inicjatywy Falstaffa! Wszystko staje się oczywiste. Dla widzów. Natomiast bohater nie jest w stanie zrozumie tak nagłej odmiany losu. Z nadzieją w sercu wypatruje przyszłego króla, który przecież na zawsze pozostanie dla niego "figlarnym Henrysiem" i "ukochanym książątkiem"... Czy to możliwe, że ulubiony wychowanek odtrącił swego wieloletniego mentora, aby przekreślił wszystkie łączące ich wspomnienia? Czy zrezygnował z ekscytujących, ryzykownych (i niezbyt zgodnych z prawem, naturalnie...) eskapad w blasku księżyca? Czy odtrącił człowieka, który od dawna darzy go iście ojcowską miłością? Który przekazał mu tyle doświadczeń, troskliwie napominał, aby i o grzechach swych pamiętał? Oczywiście, tylko wtedy, gdy znajdzie sposobną chwilę... Tak, to na pewno nieporozumienie... Święcie o tym przekonany, Falstaff czeka na swego ukochanego księcia. Za chwilę zacznie się koronacja, zwiastowana biciem dzwonów. Przepychając się przez tłum, stęskniony Falstaff czeka na te upragnioną chwilę...

I jak mu nie współczuć? Wspaniała interpretacja tej barwnej, pełnej przeciwieństw, w stu procentach szekspirowskiej postaci, jaką stworzył Krzysztof Gordon, budzi także niekłamaną sympatię dla tak ciężko przez los doświadczonego człowieka. Aktor nasyca swą rolę psychologiczną prawdą i ciepłym liryzmem. Z talentem i wyrazistą ekspresją buduje swego bohatera, przybliża jego skomplikowaną i niejednoznaczną osobowość. Z pomocą bogatego arsenału środków aktorskich oddaje kontrastowe z pozoru cechy - rubaszność i wielką wrażliwość, zakłamanie i bezkompromisową szczerość. Brawurowo łączy cierpienie z pikantnym humorem, błyskawicznie przeobrażając się z cynicznego błazna - w przenikliwego obserwatora i komentatora. Tak szeroka paleta jaskrawych, wspaniale pokazanych emocji złożyła się na koncert gry aktorskiej, który oglądaliśmy z zapartym tchem, podziwiając wszechstronność talentu Krzysztofa Gordona. Nie po raz pierwszy ten doświadczony aktor zmierzył się z twórczością Williama Szekspira. W swoim dorobku ma już role Hamleta, Klaudiusza, Malcolma i Ariela. Niejednoznaczny Falstaff, amoralny i tragiczny, doskonale wpisuje się w tę barwną galerię szekspirowskich bohaterów.

Reżyser Falstaffa - Stanisław Otto-Miedziewski z wielkim powodzeniem kontynuuje tradycje, które już w latach siedemdziesiątych przyniosły Słupskowi zaszczytne miano "polskiej stolicy monodramu". Zrealizowane przez niego widowiska bez reszty angażują wyobraźnię widzów nikogo nie pozostawiając obojętnym. Każdy z przygotowanych przez niego monodramów - ta właśnie forma wydaje się być najbliższa twórczej pasji reżysera - staje się artystycznym wydarzeniem, triumfuje na polskich i zagranicznych scenach, zdobywa nagrody na teatralnych festiwalach. Także i Falstaff wydaje się być "skazany na sukces". I w pełni na wszelkie laury zasługuje.

Reżyser mistrzowsko wykreował na scenie świat wielkich emocji splecionych z głęboką filozoficzną refleksją. Zadbał również o atrakcyjną formą swojego dzieła, tworząc spektakl porywający wizualnie i doskonały aktorsko. Wykreował swój własny, oryginalny styl reżyserii, oparty na teatralnej erudycji, bogactwie inscenizacji i wielkiej intuicji. Precyzyjnie i konsekwentnie buduje napięcie, opierając dynamikę widowiska na mistrzowskiej żonglerce odmiennymi w charakterze scenicznymi konwencjami. W Falstaffie odnajdziemy bowiem zarówno elementy żartobliwej, pełnej rubasznego humoru farsy, jak i psychologicznej dramy.

Stanisław Otto-Miedziewski umiejętnie splata wzruszenie ze śmiechem, a liryzm z groteską, podkreślając tragizm ludzkiej egzystencji, Podkreśla również uniwersalny wymiar swej scenicznej opowieści. Wszak dramat odrzuconej przyjaźni może zdarzyć się w każdej epoce! Dlatego nikogo nie dziwi szekspirowski Falstaff odziany we współczesny strój w militarnym stylu, z telefonem komórkowym pobrzękującym w kieszeni oliwkowych spodni...Jedynym ukłonem w stronę epoki elżbietańskiej jest biała kryza, którą w finałowej scenie bohater zakłada na modny T-shirt w kolorze khaki. Efekt groteskowy. Ale, czy człowiek nie jest tylko "błaznem czasu"?

 

 

Niniejszy tekst publikujemy dzięki uprzejmości
redakcji miesięcznika społeczno-kulturalnego "Miesięcznik"



Scena Teatralna | Scena Muzyczna | Scena Poezji | Teatr przy stolikach | Dialogi o Kulturze | Spotkania autorskie
Napisz do nas: dialog@teatrdialog.koszalin.pl
jeśli masz jakiekolwiek pytania czy sugestie.
Copyright © 2003 Stowarzyszenie Teatr Propozycji Dialog